MACEDONIA: Zmiana nazwy państwa warunkiem wejścia do NATO

Premier Macedonii Zoran Zaew dogadał się w czarnogórskiej Podgoricy za kulisami Forum Liderów Karty Adriatyckiej z Amerykanami w sprawie członkostwa w NATO. Postawiono mu jednak warunek: musi zmienić nazwę państwa, żeby Grecy dłużej się nie denerwowali. Mają oni bowiem prowincję o nazwie Macedonia i boją się, że będzie ona utożsamiana z byłą słowiańską republiką macedońską w ramach byłej Jugosławii. Macedończycy wystąpili z federacji południowych Słowian w 1991 roku.

Rewelacje o zmianie nazwy państwa macedońskiego rozpowszechnia dziś serbskie wydanie „Sputnika“, powołując się na „źródła zbliżone do macedońskiego premiera“. Powielają je bałkańskie mass media.

Forum Liderów Karty Adriatyckiej rozpoczęło się 1 bm. i już się zakończyło. Uczestniczyły w nim delegacje z państw Bałkanów Zachodnich i delegacja USA z wiceprezydentem Mikem Pencem na czele.

Premier Macedonii Zaew dał w Podgoricy wiceprezydentowi USA kilka propozycji nazwy państwa macedońskiego. Dotychczasowa Republika Macedonii, zwana przez Amerykanów „Byłą Jugosłowiańską Republiką Macedonii“ (FYROM) mogłaby się nazywać „Górna Macedonia“, „Północna Macedonia“ lub „Republika Macedonia (Skopje)“. Źródło „Sputnika“ nie podaje, którą nazwę Pence zaakceptuje.

Może coś więcej dotrze oficjalnie do opinii publicznej, jak do Skopje w połowie sierpnia br. dotrze sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Ma wówczas uzgodnić szczegóły wstąpienia Macedonii do NATO, co ma nastąpić już w połowie przyszłego roku. Wczoraj w tej samej sprawie rozmawiał w Skopje ambasador amerykański z ministrem obrony Macedonii. Amerykanie naciskają coraz częściej na Macedończyków, aby wreszcie zmienili nazwę państwa na akceptowalną przez Greków, którzy są w NATO od ponad 65 lat. Macedonia ma konkretną propozycję członkostwa od 2009 roku.

Przywódcy macedońscy nie chcą zaakceptować nazwy FYROM, bo brzmi ona „kosmicznie“. A jak w takim razie będzie nazywał się język, którym mówią Macedończycy? Politolog ze Skopje Branko Dźordźewski uważa, że nazwy FYROM może, mimo wszystko, nie uznać Grecja i będzie blokować wejście Macedończyków zarówno do NATO jak i do Unii Europejskiej. Nie do końca jasne jest też stanowisko Bułgarów, którzy mają skrywane pretensje do słowiańskich Macedończyków, bo uważają ich za swoich, a nie za naród.

Już 123 państwa uznały państwo Macedończyków pod nazwą „Republika Macedonii“. A wygląda na to, że cywilizowany świat zachodni uważa ich za Marsjan i stawia im absurdalne warunki zmiany nazwy ojczyzny. Chyba, że chodzi o wywołanie kolejnego kryzysu politycznego w Macedonii?

Opublikowano Agresja NATO na Jugosławię w 1999 roku, Ameryka Północna, Amerykanie, Bałkany, Bułgaria, Bułgarzy, Chrześcijaństwo, Czarnogóra, Dyplomacja, Geopolityka, Grecja, Grecy, Hellada, Historia, Jugosławia, Jugosłowianie, Macedończycy, Macedonia, Mass media, Nauka, ONZ, Podgorica, Prawosławie, Rada Bezpieczeństwa ONZ, Rozbicie Jugosławii, Skopje, Sofia, Stany Zjednoczone, Słowianie, Turystyka, Unia Europejska, USA | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

SERBIA: KFOR zostaje w Kosowie

Tydzień temu generał Curtis Scaparrotti, komendant NATO w Europie zapowiedział, że KFOR będzie kontynuował swoją wojskową misję w Kosowie i Metochii dokąd będzie tam potrzebny. KFOR jest gwarantem bezpieczeństwa w tej serbskiej prowincji zawłaszczonej przez Albańczyków, swobodnego przemieszczania się wszystkich jej mieszkańców i powrotu Serbów oraz ludności niealbańskiej do swoich domów.

Curtis Michael „Mike“ Scaparrotti, generał Armii USA rozmawiał 19 lipca br. w Belgradzie z serbskimi przedstawicielami rządu i wojska. W ekskluzywnym wywiadzie dla Agencji Tanjug powiedział z całą odpowiedzialnością, że jest zaniepokojony przekształceniami Kosowskich Sił Bezpieczeństwa (dowodzonych przez Albańczyków) w wojsko Kosowa bez stosownych przepisów ustawowych.

Celem jego wizyty w Belgradzie były rozmowy o współpracy NATO z Serbią. Co się tyczy pytań o misję NATO w Kosowie i Metochii Scaparrotti stwierdził, że „jakakolwiek zmiany zadań sił KFOR są zależne od sytuacji w regionie“.

Kosowskie Siły Bezpieczeństwa rekrutują przedstawicieli wszystkich miejscowych wspólnot narodowych i etnicznych. Według generała należy więc je wzmacniać, aby były bardziej profesjonalne i skuteczniejsze.

- Jeżeli mandat KSB zmieni się to NATO też będzie musiało zrewidować swój poziom zaangażowania, szczególnie w zakresie budowania zdolności tych sił – stwierdził Scaparrotti. Dodał też, że Serbia i NATO stoją wobec wspólnych wyzwań związanych z bezpieczeństwem, a Serbia wnosi znaczący wkład w bezpieczeństwo regionalne i międzynarodowe. Uważa, że ma nawet kluczowe znaczenie dla stabilności na Bałkanach Zachodnich i pozostałej części Europy. Jest filarem stabilności na półwyspie. Rozpoczęła budowę współpracy z sąsiadami.

Scaparrotti potwierdza, że NATO szanuje neutralność Serbii. Dobrze też ocenia dialog wojskowy i polityczny NATO z Serbią od momentu jej przystąpienia do Partnerstwa dla Pokoju i Rady Partnerstwa Euroatlantyckiego w 2006 roku.

Serbia uczestniczy w misjach wojskowych ONZ i Unii Europejskiej, ale większość Serbów nie chcą by ich kraj został członkiem NATO. Za świeża jest pamięć o brutalnej agresji Paktu w 1999 roku, wskutek czego stracili swoją kosowsko-metochijską prowincję.

Scaparrotti zapewnił przywódców serbskich, że „NATO jest otwarte na wszystkie demokratyczne państwa Europy“. Chyba jednak generał nie rozumie, jaką krzywdę NATO wyrządziło i dalej wyrządza Serbom.

Opublikowano Agresja NATO na Jugosławię w 1999 roku, Albańczycy, Albania, Albaniści, Albanistyka, Albanki, Ameryka, Amerykanie, Bałkany, Belgrad, Chrześcijaństwo, Dyplomacja, Geopolityka, Historia, Islam, Jugosławia, Jugosłowianie, Kosowo, Kosowo I Metochia, Mass media, Nauka, ONZ, Polityka, Prawosławie, Prisztina, Rada Bezpieczeństwa ONZ, Rebelia albańska w Kosowie i Metochii, Republika Serbii, Rozbicie Jugosławii, Samozwańcza Republika Kosowa, Serbia, Serbia i Czarnogóra, Serbki, Serbowie, Stany Zjednoczone, Słowianie, Unia Europejska, USA, Zbrodnie Wyzwoleńczej Armii Kosowa | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

TURCJA: Przedwyborcze „nie” dla Wielkiej Albanii

W albańskim programie telewizyjnym „Top Channel“ turecki prezydent Redżep Erdogan przestrzegał przed pomysłem przeniesienia kryzysu bliskowschodniego na Bałkany.

Erdogan ma nadzieję, że jutrzejsze wybory parlamentarne w Albanii będą początkiem nowej ery rozwoju i dobrobytu w tym kraju. Przypomniał, że Turcja ma wielowiekowe bilateralne stosunki z Albanią, historyczne i kulturalne. Z obu stron jest determinacja, żeby je utrzymać w przyszłości.

Prezydent Turcji zwrócił uwagę na wielokulturowość i wieloreligijność w Albanii.

- To bogactwo należy chronić – przestrzegał Erdogan przed siłami, które chciałyby podzielić i skłócić mieszkańców tego kraju. – Między prezydentem i premierem Albanii musi być lepsza i efektywniejsza współpraca – powiedział prezydent Erdogan tym razem Agencji Anadolija.

Dodał też, że Albania może liczyć na każdą pomoc, polityczną, wojskową czy ekonomiczną, ponieważ jest ważnym elementem bezpieczeństwa i stabilności na Bałkanach.

Pięć wieków obecności Turków na Bałkanach w przeszłości wciąż mocno spaja z nią tamtejsze kraje. Nie tylko kulturalnie i historycznie, ale również ekonomicznie. Turcja marzy by kontakty jeszcze bardziej pogłębiać. Obecnie ma ku temu dobre perspektywy, bo może wymienić Rosję w tym regionie Europy i nie dopuścić do poszerzenia w nim wpływów USA. Dlatego kontroluje na bieżąco sytuację na Półwyspie Bałkańskim. Nie podoba się na przykład Erdoganowi pomysł zbudowanie „Wielkie Albanii“ z obecnej Albanii, Macedonii i serbskiego Kosowa.

- To jest zły pomysł – zwraca uwagę prezydent Turcji. – Wystarczy popatrzeć co się dzieje na Bliskim Wschodzie, Iraku czy Syrii. Nie dopuścimy do takiej sytuacji na Bałkanach. A są siły, które do tego dążą. My szanujemy suwerenność i integralność państw i tak musi być. Takie zagrywki nie przejdą ani w Macedonii, ani w Bośni i Hercegowinie, Albanii czy w Serbii. Wszystkie wymienione kraje powinny realizować własny samodzielny rozwój.

Dodał też, że służy pomocą tym, co chcieliby skorzystać z doświadczeń tureckich i da im wsparcie.

Jutro w Albanii odbędą się dziewiąte wybory parlamentarne od upadku komunizmu w 1991 roku i pierwsze po wstąpieniu do NATO i otrzymaniu statusu kandydata do Unii Europejskiej. Pierwotnie były rozpisane na 18 czerwca br., ale zbojkotowała je opozycja. Porozumienie o wyborach między władzą a opozycję wymusiła w końcu Bruksela i Waszyngton.

Wydaje się, że zarówno Unia Europejska jak i Stany Zjednoczone mają dosyć obecnych przywódców albańskich, którzy doprowadzili kraj do ekonomicznych kłopotów, wysokiego bezrobocia, wysokich kosztów utrzymania obywateli, niskich płac. W zamian Albańczycy na co dzień są karmieni ideami typu „Wielka Albania“, a o wszystkim decyduje tam mafia. Dotychczasowy socjalistyczny premier Edi Rama, z zawodu malarz, a tak naprawdę to zwykły awanturnik i szczekacz, a ponadto nieobliczalny zwolennik połączenia Albanii z serbskim Kosowem, stracił już poparcie zachodnich struktur. Dużo obiecywał, mało zrobił.

Wydaje się, że Waszyngton i Bruksela stawiają teraz na Lulzima Baszę, lidera opozycyjnej Partii Demokratycznej. Dobrze go znają. Ukończył wszak studia prawnicze na Uniwersytecie w Utrechcie w Holandii. Wywodzi się z „politycznej stajni“ Salego Beriszy, byłego prezydenta Albanii (1992-1997) i premiera (2005-2013), któremu NATO w dużym stopniu zawdzięcza swoje sukcesy na Bałkanach.

Kto by nie wygrał to i tak Kosowa bez wojny nie zaanektuje. Serbskie Kosowo nie może być przyłączone do Albanii z prostego powodu. Konstytucja tzw. Republiki Kosowa jasno tego zabrania.

Opublikowano Agresja NATO na Jugosławię w 1999 roku, Albańczycy, Albania, Amerykanie, Bałkany, Belgrad, Bośnia i Hercegowina, Chrześcijaństwo, Dyplomacja, Geopolityka, Historia, Imperium Osmańskie, Islam, Jugosławia, Jugosłowianie, Kosowo, Kosowo I Metochia, Macedonia, Mass media, Moskwa, Polityka, Prawosławie, Prisztina, Przestępczość, Rebelia albańska w Kosowie i Metochii, Religia, Republika Serbii, Republika Turcji, Rosja, Rozbicie Jugosławii, Samozwańcza Republika Kosowa, Serbia, Serbowie, Stambuł, Stany Zjednoczone, Słowianie, Terroryzm, Tirana, Turcja, Turcy, Unia Europejska, USA, Zbrodnie Wyzwoleńczej Armii Kosowa | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

BOŚNIA i HERCEGOWINA: Meze została mamą

Nasza „serbska księżniczka“ Meze z Bośni i Hercegowiny została mamą. Z wtorku na środę (16-17 bm.) urodziła piątkę maluchów, trzy pieski i dwie suczki.

Poród odbył się bez problemów, według lekarzy weterynarii, podręcznikowo. Mimo że przygotowaliśmy Meze specjalny „apartament“, duży karton w pomieszczeniu zamkniętym na parę tygodni, wyściełany czystymi kocami, ręcznikami i białym prześcieradłem, z włączonym obok grzejnikiem do 30 stopni Celsjusza to oszczeniła się, no gdzie: na czerwonej kanapie babci przed telewizorem. Własną alternatywną „porodówkę“ wykopała sobie jeszcze, na wszelki wypadek, pod małym domkiem kempingowym. Nie skorzystała z niej, bo w TV zapowiadali deszcze.

Tak do końca nie byliśmy przygotowani na ten termin. Wszak był to dokładnie 60 dzień po kryciu. Suczki szczenią się najczęściej w 58-68 dni po kryciu, w zależności od wielkości miotu. Im maluchów ma być więcej tym poród jest wcześniej. Meze zaliczana jako trobojka do ras średnich, czyli gończyni, ze stwierdzoną podczas USG w Klinice Weterynaryjnej na Brynowie w Katowicach ciążą mnogą, miała planowane oszczenienie się na 62-64 dzień ciąży, licząc od krycia w dniu 17 marca br. Dlatego zbytnio jej nie pilnowaliśmy. Tymczasem wszystko zaczęło się o godzinie 18.40 w miniony wtorek, a nie w weekend, i skończyło w środę w nocy, 35 minut po północy.

Szczeniaki są super. Zdrowe, i chociaż jeszcze ślepe to rozrabiają na całego, jeden na drugiego wchodzi przepychając się do mamy, u której, dobrze wiedzą, że jest smaczne mleczko. Zaś jak są głodne, od razu dają o tym znać, już nawet po szczeku można rozpoznać, który to. Najczęściej trzymają się w dwóch grupach. Jest jedna para damsko-męska i trójkąt, dwóch chłopczyków i jedna dziewczynka.

Meze jest czyściochą. Wszystko po szczeniakach sprząta, nawet siuśki wylizuje w legowisku, mimo że wymianę ręczników i prześcieradeł robimy każdego dnia. Zawsze była czujna, jak nie przymierzając, pies stróżujący, ale teraz to reaguje na każdy ruch na działce i w najbliższej okolicy. Proszę sobie wyobrazić, jak ją coś niepokoi nad rzeką Brennicą czy na ścianie lasu masywu Czupla w Brennej to od razu wybiega z legowiska i szczeka, ostrzegając intruza, że grozi mu, gdy zbliży się do jej działki. A jaka to duża przestrzeń do ogarnięcia?

Tak będzie co najmniej przez trzy miesiące. Nie wiem, jak zareaguje, gdy małe zaczną się wyprowadzać do swoich nowych opiekunów. A w przypadku serbskich gończych trójkolorowych powinno to nastąpić do czwartego miesiąca, jeżeli chce się wychować przedstawiciela tej rasy na psa polującego. Co prawda, tylko nieliczni nasi myśliwi z Beskidów i z Katowic, no może jeszcze na Podkarpaciu, mieli już okazję poznać przedstawiciela rasy serbski gończy trójkolorowy. Większość nawet nie wie, że taka rasa istnieje. A że stworzona została do polowania na dzika to jeszcze trudniejsza zagadka.

Bardziej trobojcami zaczynają się u nas interesować osoby niepolujące. W Katowicach często jestem zaczepiany i pytany, skąd jest tak ładnie trójkolorowo umaszczony piesek, i taki mądry. Bo są to psy o dwóch charakterach. W domu to przyjaciele rodziny, a w lesie podczas polowania niepohamowanie temperamentni myśliwi, czasami aż nadto. Trobojce trzeba więc tresować wcześnie, w pierwszej kolejności z akcentem na bezwzględne przywiązanie i posłuszeństwo do przewodnika. Wówczas będzie posłuszny, także wobec pozostałych członków rodziny, bo stanowią dla niego stado.

Cieszę się, że Meze urodziła szczeniaki i zapoczątkowała polską Dynastię Dziordziewiciów. Bo jest przecież pierwszą rodowodową trobojką zarejestrowaną w Związku Kynologicznym w Polsce. A w dodatku moją.

Opublikowano Bałkany, Belgrad, Bośnia i Hercegowina, Republika Serbii, Serbki, Serbowie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

BOŚNIA i HERCEGOWINA: Meze już niebawem będzie miała szczeniaki

Nasza Meze jest szczenna, po raz pierwszy. Szczęśliwym ojcem został pięcioletni Hektor ze Zborowa pod Bardejowem na Słowacji, który ma już kilkadzisiąt dzieci i jak zapewniał mnie jego przewodnik Jozef, poluje z nim. Powinny być więc z tego związku fajne pieski. Hektor jest bowiem z Serbii, a Meze z Bośni i Hercegowiny. Nie mają wspólnych przodków, co najmniej od kilku pokoleń wstecz.

Jozef Żumar jest sędzią od prób pracy psów myśliwskich. Dba o swoje stado, zna się na nich jak mało kto, także na serbskich gończych trójkolorowych, czyli trobojcach. To najpopularniejsza nazwa tej rasy na Bałkanach, czasami jeszcze spotyka się określenie „jugosłowiański gończy“ lub serbski gończy górski – planinac. Nazwa trobojac pochodzi od skrótu „tri boje“ czyli trójkolorowy: biało-czarno-brązowy. W Polsce nie ma jeszcze specjalistów od tej rasy, mogłem się o tym przekonać na wystawach kynologicznych. No cóż, mamy na razie trobojce tylko w czterech miejscach, na Śląsku i na Podkarpaciu. Meze jest pierwszą trobojką zarejestrowaną w Związku Kynologicznym w Polsce. Ale o tytuł reproduktorki wystąpiłem dla niej dopiero w ubiegłym roku.

Z rodowodu Hektora (serbski export pedigree nr JR 75479 Stg) wynika, że ma on dobre pochodzenie. Przyszedł na świat 29 lutego 2012 roku w hodowli Nikoli Kowaczewicia w Brusnicy w opsztinie, to jest w gminie Gornji Milanowac. Jego matką jest Dea, urodzona w marcu 2008 roku, a ojciec to Kaludranac, rocznik 2006. Kaludranac jest dobrze znanym trobojcem w Serbii, głównie w środowisku starszych hodowców i myśliwych, którzy zwracają uwagę przede wszystkim na charakter psa, a w drugiej kolejności dopiero na pochodzenie i wygrane konkursy.

Na Słowacji, żeby pies mógł otrzymać tytuł reproduktora słowackiego związku kynologicznego (Slovenska Kynologicka Jednota), który jest członkiem Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI) trzeba dostać co najmniej jedną ocenę „wyborny“ lub „bardzo dobry“. W Polsce są trudniejsze wymogi. Meze musiała zaliczyć na co najmniej „dobry“ minimum trzy wystawy. Jeszcze jako juniorka otrzymała ocenę „doskonała“ na XX jubileuszowej Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Katowicach w marcu 2015 roku. Sędzia międzynarodowy na jej ringu dla psów gończych i posokowców, Miodrag Wretenczić, na co dzień sekretarz generalny Kynologicznego Związku Czarnogóry (Kinološki Savez Crne Gore) zaraz po zawodach umieścił fotkę mojej „serbskiej księżniczki“ ze zdobytym pucharem na swojej stronie z bardzo ciepłym komentarzem. Do tej pory jestem z tego dumny, bo ocena Meze, wystawiona przez sędziego z Bałkanów jest dla mnie najcenniejsza. Potem Meze dostała jeszcze podobne, najwyższe noty na Krajowej Wystawie Psów Myśliwskich w Rybniku, w październiku 2015 roku oraz w listopadzie na DUO CACIB w Nitrze na Słowacji, a następnie w styczniu 2016 roku podczas Krajowej Wystawy Psów Rasowych w Będzinie. Dwa razy uczestniczyła też w szkoleniu na ścieżce tropowej, organizowanym przez Stowarzyszenie Miłośników Gończego Polskiego. Dobrze też obchodzi dzika.

Trobojce to przecież przede wszystkim „dzikarze“, ale również poluje się z nimi na sarny, lisy i zające. Można je wyszkolić do nagonki, jak i na postrzałki. Zwłaszcza dobrze sprawdzają się w terenach górzystych i trudnych, skalistych i w zaroślach. Są bowiem harde, nieustępliwe, odważne, inteligentne, a w obecności przewodnika spokojne i posłuszne. Mają też przyjazny szczek, inny na zwierza, inny na nieporządaną osobę i jeszcze inny na nieakceptowanego psa. Aczkolwiek ten głos jest doniosły jak na średniej wielkości rasę. Potrafi nawet specyficznie „śpiewać“, gdy się cieszy lub prosi, albo rzewnie zawodzi.

To moim zdaniem super pies. Wierny, przywiązany do stada i rodziny przewodnika, mimo że temperamentny. Pilnuje domu, a można go ustawić również na psa ratownika, dlatego że ma bardzo dobrze rozwinięty zmysł węchu, bardzo ważny u psa, zwłaszcza użytkowego.

Gończe zawsze towarzyszyły człowiekowi. Od niepamiętnych czasów korzystano przecież z ich pomocy w zdobywaniu pożywienia. W zamian potrzebowały tylko bliskiego kontaktu z przewodnikiem i jego rodziną. Trobojce czują się dobrze także w rodzinie niepolującej, ale pod warunkiem, że zapewni im się odpowiednią dawkę zajęć alternatywnych i dużo ruchu. Nie wystarczy spacer, muszą się codziennie wybiegać.

Przywiozłem sobie trobojkę w 2014 roku z Bosańskiej Otoki w Bośni i Hercegowinie. Podobnego psa miałem w 1999 roku na misji pokojowej KFOR w Kosowie. Przynieśli go do naszej bazy wojskowej Amerykanie. Nawet wcześniej zakupili dla szczeniaka skórzaną obrożę i wytłoczyli na niej napis „special officer”. Długo u nich jednak nie pobył. Wybrał mój namiot, i mój spiwór. Po polskiej stronie była wszak kuchnia. A te psy to są okropne łasuchy. Z bazy nie wychodził, nawet gdy ja musiałem wyjechać z niej na parę dni. Zresztą nie było nigdy zgody zabierać go na zadanie. Był psem tak naprawdę w bazie nielegalnie, aczkolwiek chyba kochanym, a przynajmniej lubianym przez naszych żołnierzy. Niestety, po zakończeniu kontraktu nie mogłem go zabrać do domu. Został psem batalionowym. Też miał na imię Meze, co znaczy po prostu „zakąska“. Pewnie teraz jest już w krainie „wiecznych łowów“. Trobojce żyją przeciętnie około 15 lat.

Na Bałkanach, w stu procentach czystej rasy trobojce nie są teraz często spotykane. Wojna domowa z lat 90. minionego stulecia na terenach byłej Jugosławii pozostawiła również w kynologii spustoszenie. Dlatego pewny genetycznie pies jest w cenie. Proszę, trzymajcie więc kciuki za moją Meze przez najbliższe dwa tygodnie.

Opublikowano Amerykanie, Bałkany, Belgrad, Bośnia i Hercegowina, Jugosławia, Mass media, Republika Serbii, Rozbicie Jugosławii, Serbia, Serbowie, Słowianie, Turystyka | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

SERBIA: Nikola Zurovac ambasadorem w Warszawie

Serbia ma nowego ambasadora w Polsce. Jest nim dobrze już nam znany Nikola Zurovac, przyjaciel Polski i przyjaciel wszystkich Polaków. W latach 2005-2006 był on w Warszawie radcą-ministrem ds. politycznych w Ambasadzie Serbii i Czarnogóry, a potem do 2009 roku radcą ministrem, chargé d’affaires a.i. Ambasady Republiki Serbii.

Gdy nasi liberalni politycy knuli przeciw Serbii z nowymi sojusznikami, Nikola Zurovac był charge d’affaires Ambasady Serbii, czyli jej szefem. Wówczas Republika Serbii nie miała w Warszawie swojego ambasadora, a mianowanie nowego komplikowały dwie sprawy: sytuacja wewnętrzna w Serbii po rozwodzie z Czarnogórą i uznanie przez nasz rząd niepodległości Kosowa.

Pamiętam, że wówczas był to bardzo trudny okres dla serbskich dyplomatów w Warszawie. Rząd Donalda Tuska niesłusznie uznał bowiem 26 lutego 2008 roku ogłoszoną przez separatystów albańskich niepodległość serbskiej prowincji Kosowo i Metochia, czyli w dziesięć dni po jej proklamacji. Zrobił to wbrew woli Polaków, po wniosku złożonym przez ministra spraw zagranicznych RP, Radosława Sikorskiego. W dodatku koniunkturalnie, wbrew logice politycznej. Nie wspominając o prawie międzynarodowym, które jasno nakazuje poszanowanie integralności terytorialnej suwerennego państwa, a była wówczas, i takim jest Republika Serbii, z którą nawet w okresie tzw. komuny mieliśmy bardzo dobre stosunki. Nasi tzw. demokraci i liberałowie niestety tego nie wiedzą.

No cóż, historia to kiedyś oceni. Należy zapamiętać, że to przede wszystkim Sikorski chciał, aby Polska była jednym z pierwszych państw, które uzna niepodległość Kosowa. Premier Tusk nie ukrywał wszak, że Kosowo jest elementem rozgrywki między Rosją i Chinami a USA i UE. Nawet o tym publicznie powiedział w lutym 2008 roku.

Przestrzegał przed takim nieuczciwym zachowaniem naszych polityków ówczesny prezydent RP Lech Kaczyński. Bo Serbia to kraj bratni, słowiański, bliższy Polakom od amerykańskiego czy niemieckiego. Nikola Zurovac też liczył, że rząd polski nie uzna niepodległości Kosowa. Przekonywał wszystkich wokoło, że prawda jest po serbskiej stronie, a nie po albańskiej. Kosowo to wszak kolebka serbskiej państwowości i Serbskiej Prawosławnej Cerkwi. To tak jakby odebrać nam z dnia na dzień Gniezno lub Kraków.

Liczba listów, e-maili oraz telefonów od popierających Serbię Polaków do ambasady serbskiej przerosła jego oczekiwania. Rozmawiałem z nim wtedy dla Magazynu „Gospodarka Śląska“. Nie dał mi odczuć, że jest zawiedziony, rozgoryczony. Robił wszystko, żeby zbytnio nie ochłodzić naszych dwustronnych stosunków, do czego namawiał Belgrad.

Spotkałem się również z Nikolą Zurovacem w Mysłowicach, w 2008 roku, gdy składał tam kwiaty na grobach serbskich żołnierzy z czasów I wojny światowej. Odszukanie wszystkich serbskich miejsc pamięci w Polsce to była wtedy również jego jedna z misji.

Jeszcze z kilka razy rozmawiałem z nim o stosunkach polsko-serbskich. Zawsze był otwarty na kontakty z dziennikarzami. Bo ten zawód przez wiele lat wykonywał. W latach 1979-1997 był dziennikarzem i redaktorem Działu Zagranicznego w Państwowej Agencji Prasowej TANJUG w Belgradzie, a potem, do 1998 roku redaktorem ds. dyplomacji.

Nikola Zurovac skończył również w Polsce studia w języku rosyjskim, angielskim i polskim na Wydziale Filologii Obcych Uniwersytetu Warszawskiego w 1976 roku oraz studia magisterskie z lingwistyki stosowanej w 1977 roku. Wcześniej podstawowe wykształcenie zdobył w Brytyjskiej Szkole Międzynarodowej w Lagos w Nigerii i średnie w Rosyjskiej Szkole Międzynarodowej w Budapeszcie. Świetnie więc porozumiewa się w języku polskim, angielskim i rosyjskim.

Z dyplomacją związany był właściwie od dziecka. Profesjonalną przygodę z dyplomacją rozpoczął w Gabinecie Ministra MSZ Serbii w latach 1998-2000, jako doradca. Potem w latach 2000-2001 pełnił funkcję I radcy ds. politycznych i prasowych w Ambasadzie Federalnej Republiki Jugosławii w Londynie. Po powrocie do Belgradu w MSZ zajmował się Bliskim Wschodem i Afryką. W 2003 roku objął stanowisko radcy-ministra, zastępcy dyrektora Departamentu Informacji MSZ. W 2005 roku został wysłany do Polski. Wrócił do kraju w 2009 roku i piastował stanowisko szefa Wydziału Krajów Europy Środkowej w Departamencie Europy. Kolejny wyjazd był do Teheranu, gdzie został zastępcą szefa misji w Ambasadzie Serbii. Przed ponownym przyjazdem do Polski pracował dla prezydenta Serbii Tomislava Nikolicia w charakterze zastępcy dorady ds. polityki.

Jego Ekscelencja Nikola Zurovac złożył listy uwierzytelniające prezydentowi Andrzejowi Dudzie w Pałacu Prezydenckim 7 kwietnia br.

Prywatnie: urodził się w Belgradzie 8 marca 1954 roku, jest żonaty, ma jedno dziecko.

Opublikowano Agresja NATO na Jugosławię w 1999 roku, Albańczycy, Albania, Albaniści, Albanistyka, Albanki, Ameryka, Amerykanie, Bałkany, Chrześcijaństwo, Czarnogóra, Dyplomacja, Europa, Federacja Rosyjska, Federalna Republika Jugosławii, Geopolityka, Historia, I wojna światowa, Islam, Jugosławia, Jugosłowianie, Kosowo, Kosowo I Metochia, Mass media, Nigeria, Polacy, Polityka, Polska, Prawosławie, Prisztina, Rebelia albańska w Kosowie i Metochii, Republika Serbii, Rosja, Rosjanie, Rozbicie Jugosławii, Rzeczpospolita Polska, Samozwańcza Republika Kosowa, Serbia, Serbia i Czarnogóra, Serbki, Serbowie, Stany Zjednoczone, Słowianie, Terroryzm, Unia Europejska, USA, Zbrodnie Wyzwoleńczej Armii Kosowa | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

SERBIA: Bójka Polaków z Rosjanami w Niszu

Wczoraj (3 bm.) w Niszu doszło do bójki Polaków z Rosjanami. Policja zapewnia, że nie użyła broni.

Serbska prasa szczegółów nie podaje. Powołując się na źródła policyjne informuje, że wczoraj w piątek około godziny 23.15 doszło w jednej z restauracji w Niszu do naruszenia porządku publicznego. Sprawcami byli Rosjanie i Polacy, w sumie siedem osób, cztery w jednej strony i trzy z drugiej. Kto był w liczebnej przewadze, to jest na razie utajnione.

Do bójki Polaków z Rosjanami doszło podczas prywatnej imprezy. Obsługa lokalu nie mogła sobie poradzić z agresywnymi mężczyznami. Miejscowa policja informuje, że nie interweniowała w obiekcie. Natomiast śledztwo wszczęła prokuratura. Czy byli poszkodowani? Na tym etapie postępowania, ani policja, ani prokuratura nic nie potwierdzają.

Nisz to ponad ćwierć milionowe miasto na południowym wschodzie Serbii, od Belgradu oddalone o 237 km. Ma antyczną przeszłość i status prawny muzeum. Trzecie co do wielkości po Belgradzie i Nowym Sadzie. Urodził się w nim cesarz rzymski Konstantyn I Wielki i generał Konstancjusz III Flavius. Chętnie jest odwiedzane przez zagranicznych turystów.

Opublikowano Bałkany, Belgrad, Federacja Rosyjska, Historia, Jugosławia, Mafia, Mass media, Polacy, Przestępczość, Republika Serbii, Rosja, Rosjanie, Rzeczpospolita Polska, Serbia, Serbki, Serbowie, Słowianie, Turystyka | Otagowano , , , , | Skomentuj

SERBIA: Serbowie najstarszym narodem w Europie

Amerykański naukowiec rosyjskiego pochodzenia Anatolij Kliosow twierdzi, że Bałkany są praojczyzną wszystkich Słowian. Analizując geny Serbów uznał ich za najstarszy naród, który pochodzi od jednego z synów biblijnego Noego.

Anatolij Aleksiejewicz Kliosow pochodzi z Czerniachowska w Obwodzie Kaliningradzkim w Rosji. Jest doktorem nauk chemicznych, biochemikiem, specjalizującym się w biomedycynie, polimerach i katalizie. Ukończył Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. Łomonosowa w 1969 roku, gdzie potem przez kilka lat pracował i doktoryzował się w 1977 roku. Kierował też Instytutem Biochemii w Radzieckiej Akademii Nauk. Od 1989 do 1998 roku wykładał na Uniwersytecie Harvarda, jako profesor „visiting“. Do Stanów Zjednoczonych na stałe przeprowadził się w 1990 roku, gdzie dla kampanii „Galectin Therapeutics“ pracował nad nowymi lekarstwami na nowotwory. Zamieszkał w Bostonie.

Popularność w środowisku badaczy DNA zawdzięcza wypracowaniu nowej dyscypliny naukowej „DNA-genealogia“, zajmującej się migracjami i genetyczną historią ludzi. Ma w związku z nią sporo przeciwników, którzy twierdzą, że uprawia pseudonaukę. Głównie są to historycy, antropolodzy, etnolodzy, lingwiści i sporo też specjalistów od genetyki populacyjnej. Nazywa ich rusofobami i wyznawcami „normanizmu“, dlatego genetyka zbacza w kierunku „naukowego patriotyzmu“.

Na marginesie: badania nad genetycznymi różnicami ludzi i genealogią trwają od co najmniej stu lat.

Prof. Kliosow prowadzi generalnie badania nad genetyką Prasłowian, których uważa za antycznych Ariów. Nazwał on nawet Y-haplogrupę R1A1 jako „słowiańską“. Gen R1A1 najczęściej dziś występuje na Półwyspie Bałkańskim i liczy tam sobie 12 tysięcy lat. Co by znaczyło, że od Serbów pochodzą dzisiejsi Słowianie, a także większość narodów Europy. Pozostałe ludy europejskie, w tym i z Bałkanów mają wszak geny stare od 4 do 7 tysięcy lat i w nich jest aż 40 procent R1A1.

Kliosow twierdzi, że 60 procent „słowiańskich“ genów mają do teraz Słowianie Południowi w Serbii, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji i Czarnogórze, ale też ich koncentracja znajduje się na północy Europy, w Danii, północnych Niemczech, na południu Skandynawii i w Wielkiej Brytanii.

Rosyjsko-amerykański biochemik udowadnia, że potomkowie Noego najpierw osiedlili się na terytorium dzisiejszej Serbii, w dolnym biegu Dunaju, a potem odeszli na Północ. A 3850 lat temu z terytorium Serbii wyemigrowali do Indii, skąd z czasem wrócili do Europy. Stąd i domniemanie, że indoeuropejskie języki Europy, poza oczywiście węgierskim i fińskim, przynieśli ze sobą do Indii, Iranu i Afganistanu Prasłowianie.

Prof. Kliosow stawia na głowie całą dotychczasową teorię o migracji narodów indoeuropejskich. Nie zgadza się też, że praojczyzną Homo sapiens jest Afryka. Według niego ludzie żyli już na wschodzie Rosji 160 tysięcy lat temu.

Opublikowano Afganistan, Afryka, Ameryka, Amerykanie, Archeologia, Bałkany, Belgrad, Bośnia i Hercegowina, Chorwaci, Chorwacja, Czarnogóra, Czarnogórcy, Dania, Europa, Federacja Rosyjska, Geopolityka, Hindusi, Historia, Ilirowie, Indie, Irak, Jugosławia, Jugosłowianie, Mass media, Moskwa, Nauka, Niemcy, Podgorica, Republika Federalna Niemiec, Republika Serbii, Rosja, Rosjanie, Sarajewo, Serbia, Serbki, Serbowie, Stany Zjednoczone, Słowianie, Tradycja, USA, Węgry, Węgrzy, Zagrzeb, ZSRR | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

SERBIA: Teraz mamy 7525 rok

Według starego „serbskiego kalendarza“ mamy teraz 7525 rok. Nasi prasłowiańscy przodkowie liczyli bowiem lata od powstania świata, a nie od narodzin Chrystusa. Serbowie używali takiego kalendarza jeszcze w XIX wieku.

O starym prasłowiańskim kalendarzu, który czasami nazywa się serbskim, a czasami bizantyjskim przypomina napis na wierzy Twierdzy Smederewskiej.

„Wierny Bogu Chrystusowi despota Dżuradż, władca Serbii i wybrzeża Zety z własnej potrzeby wybudował to miasto w lecie 6938 roku“.

Nad tym napisem znajduje się krzyż, a nad nim kolejne napisy „Chwała Carowi“ i „Jezus Chrystus zwycięża“.

Dunja Matić Staniszić, z wykształcenia filozof, w swojej pracy o serbskim kalendarzu zwraca uwagę, że najstarsze kalendarze liczą czas od powstania świata. Przodkowie Serbów uznali, według niej, początek świata za Bizantyjczykami, a oni z kolei z przekazów rdzennej ludności Bałkanów.

W tym „serbskim kalendarzu“ rok zaczynał się w czerwcu i dzielił się tylko na lato i zimę. Lato liczyło się od 6 maja, czyli od Dżurdżewdana, a zimę od 8 listopada, czyli Mitrowdana. Datę zapisywało się w kolejności: rok, miesiąc, dzień.

W Serbii stare słowiańskie zwyczaje i tradycję kultywuje stowarzyszenie „Staroslavci“.

Opublikowano Bałkany, Chrześcijaństwo, Historia, Jugosławia, Jugosłowianie, Mass media, Nauka, Religia, Republika Serbii, Serbia, Serbki, Serbowie, Słowianie, Turystyka | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

SERBIA: Diabelski plan Sorosa

Spekulant walutowy George Soros opracował plan osiedlenia uchodźców z Syrii i Iraku w Serbii. Obiecuje też nie szczędzić dolarów na infiltrację z zagranicy serbskiego społeczeństwa. Portale prawda.rs oraz vesti-gazeta.com określają pomysł żydowskiego finansisty jako „diabelski“.

Uchodźcy z Azji docierają do centralnej i zachodniej Europy tzw. bałkańskim kanałem. Serbia jest dla nich tylko punktem postojowym.

Nie pierwszy raz Soros wydaje dolary na wywołanie chaosu w Serbii. Już wcześniej przekazał organizacjom pozarządowym w Serbii 8 mln dolarów, aby ułatwiały osiedlanie się w Europie emigrantom z Bliskiego Wschodu.

Tamtejsze służby specjalne nie ukrywają zagrożenia. Serbia może stać się kolejnym państwem muzułmańskim na Bałkanach.

Serbski republikański komisarz ds. uchodźców Vladimir Cucić ostrzega, że „Soros swoimi pieniędzmi robi więcej złego niż dobrego“.

- Naszej ziemi nie możemy zasiedlić emigrantami – wyjaśnia Cucić. – Tym bardziej, że oni nie chcę zostać w Serbii. Z miliona uchodźców, którzy przeszli przez Bałkany zostało w Serbii na stałe tylko 30. To zbyt droga inwestycja dla Sorosa.

Serbski analityk polityczny Dragomir Andjelković zwraca więc uwagę na inne cel Sorosa.

- On chce zniszczyć Serbię – twierdzi Andjelković. – Dobrze, że mówi o tym publicznie. Państwo musi zapalić dla niego „czerwony alarm“. Inny serbski analityk Branko Radun, specjalizujący się w geopolityce dodaje, że wraz z uchodźcami mogą pojawić się w Serbii nie tylko terroryści, dżihadyści i islamiści z wojennym doświadczeniem ale również zwykli kryminaliści.

Wydaje się jednak, że obecnie Soros nie ma już tak silnych wpływów w Ameryce, bo przecież jego „faworyta“ Hillary Clinton przegrała z Donaldem Trumpem wyścig po fotel prezydencki.

Opublikowano Ameryka, Ameryka Północna, Amerykanie, Azja, Bałkany, Chrześcijaństwo, Geopolityka, Gospodarka, Historia, Irak, Islam, Judaizm, Jugosławia, Jugosłowianie, Mafia, Medycyna, Nauka, Polityka, Prawosławie, Przestępczość, Religia, Republika Serbii, Rozbicie Jugosławii, Serbia, Serbki, Serbowie, Stany Zjednoczone, Słowianie, Terroryzm, USA, Żydzi | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj